TRASA: Poznań - Voorthuizen - Ijmuiden - Newcastle - Edinburgh - Loch Morlich - Dunnet - Hope - Durness - Loch Long - Portree - Glen Navis - Oban - Melkride Village - Newcastle - Ijmuiden - Meijel - Poznań
CZAS: 29.06 - 20.07.2003r.
TRANSPORT I NOCLEGI: Przemieszczaliśmy się samochodem, z Ijmuiden w Holandii do Newcastle w Wielkiej Brytanii przepłynęliśmy promem. Noclegi - w namiocie na kempingach, dwa razy na dziko (co w Szkocji jest dozwolone).
UCZESTNICY: jak zwykle nasza czwórka.
Dzień 1 - 29 czerwca 2003 - niedziela
Wczesna pubudka, pakujemy cały ekwipunek do samochodu i nieco po 7.00 wyruszamy - cały czas na zachód, kierunek: Holandia. Nieco po 18.00 docieramy na kemping 't Zevenbosch w Voorthuizen - zaciszny i spokojny.
Dzień 2 - 30 czerwca 2003 - poniedziałek
O 11.00 opuszczamy kemping i ruszamy w stronę portowego Ijmuiden, skąd wyrusza nasz prom. Około 13.30 ustawiamy się przed Felison Terminal. Strasznie pada - czyżby zapowiedź tego, co może nas czekać w deszczowej Szkocji?
Zaokrętowujemy się - wielkie rozbawienie budzi widok naszej 4-osobowej kabiny, która jest wielkości szafy (no, może takiej nieco większej szafy...)
O 18.30 wypływamy.
Dzień 3 - 1 lipca 2003 - wtorek
O 10.00 na pokładzie "Prince of Scandinavia" wpływamy do Newcastle.Odprawa paszportowa przebiega bez problemu.
Przejeżdżamy przez centrum Newcastle. Mimo, że po raz pierwszy mamy do czynienia z ruchem lewostronnym, Krzysztof daje sobie radę doskonale.Jedziemy do Jedburgh, tam robimy postój i oglądamy ruiny opactwa. Potem jeszcze w Melrose - podobne.
Cały czas pada. W deszczu docieramy do Edynburga na kemping Morton Caravan Park (cena: 14GBP/noc za 4 osoby, namiot i samochód).
Po rozbiciu namiotu i posiłku ruszamy jeszcze samochodem do Leith - portu na drugim końcu miasta, gdzie cumuje królewski jacht "Bitannia", będący w gruncie rzeczy ogromnym statkiem.
Na kemping wracamy wieczorem.
Dzień 4 - 2 lipca 2003 - środa
Dziś zwiedzanie Edynburga. Samochód pozostaje na kempingu, a my miejskim autobusem (1,80GBP/os. za bilet całodzienny na wszystkie linie) ruszamy do centrum. Tam kierujemy się Royal Mile do zamku (Edinburgh Castle).
Część ulicy jest zamknięta - okazuje się, że w katedrze St. Giles przebywa właśnie królowa wraz z księciem małżonkiem.
Tymczasem idziemy więc kupić bilety wstępu - wybieramy Explorer Pass za 45GBP. Na jego podstawie oprócz zamku w Edynburgu będzie można też zwiedzić zamek w Stirling i parę innych miejsc - wychodzi taniej, niż gdyby kupować bilety oddzielnie.
Potem wracamy pod katedrę, by zobaczyć królową i jej świtę. Gra orkiestra wojskowa, prężą się łucznicy (nieco podstarzali). Potem orkiestra grając wędruje do zamku, a my w ślad za nią.
Zwiedzanie zamku zajmuje nam sporo czasu, choć wnętrze nie jest bogato wyposażone. Najciekawsza jest ekspozycja poświęcona insygniom władzy królewskiej Stuartów.
Z zamku wracamy do St. Giles - teraz można już wejść do środka. Wnętrze jest raczej skromne, ładne witraże.
Potem spacerem przechodzimy Royal Mile do Holyrood Palace, po drodze odwiedzając kościół garnizonowy, wewnątrz całkiem odnowiony i zupełnie nieciekawy.
Holyrood Palace - zamknięty dla zwiedzających z powodu pobytu królowej - oglądamy tylko z daleka. Idziemy do Holyrood Park i wspinamy się na Arthur Seat - wierzchołek, skąd rozpościera się piękny widok na całe miasto.
Schodzimy, podjeżdżamy autobusem do centrum i idziemy jeszcze obejrzeć Walter's Scott Monument przy Princess Street. Stąd już niedaleko do przystanku autobusu. Linią nr 11 dojeżdżamy pod sam kemping krótko przed 20.00.
Dziś cały dzień nie padało!
Dzień 5 - 3 lipca 2003 - czwartek
Dziś o 10.00 opuszczamy Edynburg i kierujemy się na północ. Dojeżdżamy do zamku w Stirling i w ramach Explorer Pass zwiedzamy Castle i Agryll's Lodging. Budynki zamkowe z zewnątrz są ładne, wewnątrz natomiast - nic szczególnego. W Agryll's Lodging wnętrza już ciekawsze, jest trochę wyposażenia.
Potem krótki spacer po okolicznych uliczkach, kościół Św. Krzyża i wracamy do samochodu.
Ruszamy w kierunku Perth, tu odbijamy odrobinę od głównej trasy, by zwiedzić (także w ramach Explorer Pass) zamek Huntingtower. Warto było - zamek niewielki, ale klimatyczny - wewnątrz zupełnie pusty, brakuje stropów. Świetny!
Potem zmierzamy drogą A9 w Góry Grampian, tuż przed miejscowością Aviemore skręcamy w drogę wiodącą do Loch Morlich. Dziś od rana jest słonecznie, robimy więc nad jeziorem mały postój, a potem jedziemy na kemping Glenmore (9,20GBP/noc za 4 osoby, namiot i samochód).
Wieczorem jeszcze spacer leśną drogą, podgladanie reniferów w Reindeer House i chwila nad Loch Morlich - na brzegu piaszczystym jak na egzotycznej plaży. Cicho, spokojnie, pięknie...
Dzień 6 - 4 lipca 2003 - piątek
Od rana piękna pogoda. Około 10.00 wyjeżdżamy. Przejeżdżamy przez turystyczne Aviemore i dalej do Inverness. Tam skręcamy w kierunku zachodniego brzegu Loch Ness. Nad jeziorem zatrzymujemy sie na punkcie widokowym - jest piękne słońce i bardzo ciepło.
Później zmierzamy do Urquhart Castle - wstęp w ramach Explorer Pass. Dawniej było to potężne zamczysko, obecnie ostała się jedna z wież i resztki murów.
Po zwiedzaniu ruszamy dalej, w kierunku Wick. Za Golspie zatrzymujemy się jeszcze przy Dunrobin Castle - ogromnym, pięknym zamku z ogrodami i sokolarnią.
Potem dalej na północ drogą wzdłuż wybrzeża.
Dojeżdżamy do Duncansby Head, parkujemy nieopodal latarni morskiej i odkrytym terenem, wśród pasących się owiec ruszamy wzdłuż brzegu. Wkrótce ukazują się niezwykłej urody klify, w zatoce dostrzegamy wynurzające się raz po raz foki. Wieje silny wiatr, niebo jest zachmurzone, ale nie pada. Widoki przepiękne!
Docieramy do Dunnet, kemping położony jest nad samą zatoką Dunnet Bay. Spacerujemy plażą.
Dzień 7 - 5 lipca 2003 - sobota
O 11.15 po pogawędce ze starszym Brytyjczykiem, wyruszamy z kempingu. Najpierw - Dunnet Head, na który wczoraj było już zbyt późno.
Widoki nie są tu tak imponujące jak na Duncansby Head - wędruje sie bowiem górą klifu, nie widząc opadających do morza skalnych ścian.
Wokół zupełnie pusto - tylko wrzosy i gniazdujące w skałach ptaki.
Jadąc dalej zatrzymujemy się na chwilę w Castletown, by zrobić zakupy - przede wszystkim pysznego szkockiego mleka w dużych plastikowych butlach.
Potem do Thurso - samo miasteczko niezbyt interesujące - prom na Orkady, stary kościół Św. Piotra w ruinie, ale w jednej z ulic trafiamy na świetny antykwariat z używanymi książkami po bardzo atrakcyjnych cenach.
Kupujemy kilka, a potem wracamy do samochodu i jedziemy dalej wzdłuż północnego wybrzeża.
Pogoda piękna, widoki także - wokół zielone wzgórza, pustkowie.
Za Hope skręcamy w boczną drogę w kierunku Altnaharra. Rozbijamy biwak na dziko w miejscu z cudownym widokiem na góry - nad którymi góruje Ben Hope - i jezioro Loch Hope.
Wokół pusto.
Dzień 8 - 6 lipca 2003 - niedziela
Około 10.00 opuszczamy nasz biwak i podjeżdżamy kawałek do oznaczonego tablicą informacyjną punktu startowego na Ben Hope.
Stoi tam już kilka samochodów. Ruszamy na szlak o 11.00. Droga wiedzie cały czas pod górę, poczatkowo dość ostro wzdłuż wodospadów, potem przechodzi w rozległą otwartą przestrzeń.
Widoki piękne - odsłaniają się kolejne pasma gór.
Potem zaczyna lekko padać. Na szczycie jesteśmy kilka minut po 13.00 i robimy tu mały popas - kanapki, słodycze, gorąca herbata z termosu. Potem zejście tą samą drogą - szlak nie jest oznakowany, lecz ścieżka wyraźna.
Samochodem podjeżdżamy jeszcze ok. 3 km na południe, by obejrzeć resztki grodu sprzed około 2 tysięcy lat - Dun Dornaigu Broch - z charakterystycznym trójkątnym nadprożem nad jedynym ówczesnym wejściem.
Wracamy do Hope, a stamtąd zmierzamy wybrzeżem Loch Eriboll w kierunku Durness. Za Laid podziwiamy wspaniały widok na zatokę z piaszczystą plażą. Zresztą - widoków nigdzie tu nie brakuje...
Okolo 18.00 docieramy na kemping Sango Sands w Durness (12,70GBP/noc za 4 osoby, namiot i samochód). Położony jest fantastyczne - na wysokim brzegu nad samym morzem, poniżej - piękna, piaszczysta plaża. Wiatr jest jednak tak silny, że zmusza nas do poszukania zaciszniejszego miejsca w głębi kempingu.
Mewy dają się tu karmić z ręki.
Wieczorem idziemy jeszcze obejrzeć tutejszą atrakcję - jaskinię Smoo Cave.
Dzień 9 - 7 lipca 2003 - poniedziałek
Dziś od rana pada, postanawiamy więc nie zwijać namiotu i zostać tu na jeszcze jedną noc. W południe wyruszamy na Faraid Head. Pogoda w kratkę (szkocką oczywiście!), za to widoki piękne - klify, zielone płaskowyże, plaże w zatokach. W drodze powrotnej dochodzimy do Balnakeil, oglądamy ruiny starego kościoła.
Wracamy na kemping po 17.00, jemy obiad, a potem świętujemy urodziny Kasi.
Dzień 10 - 8 lipca 2003 - wtorek
Po 9.00 opuszczamy kemping i ruszamy na południe. Nad Loch Assynt zatrzymujemy się, by obejrzeć Ardvreck Castle. Niestety - cały pokryty jest rusztowaniami i przypomina raczej gigantycznego jeżozwierza, niż romantyczne ruiny.
Za Drumrunie skręcamy w boczną droge z mijankami dla samochodow i dojeżdżamy do parkingu - to punkt startu na Stac Pollaidh.
Początkowo szczyt schowany jest w chmurach, jednak już po chwili widoczność jest doskonała.
Wędrujemy około 2,5 godziny wyraźną ścieżką na przełączkę między dwoma wierzchołkami. Wschodni - niższy - jest łatwo dostępny, zachodni - to już raczej skalna wspinaczka i ten odpuszczamy.
Z trasy widoki wspaniałe - szczególnie w kierunku północnym - na Suilven'a i liczne "lochy".
Po powrocie tą samą drogą na parking ruszamy w kierunku Ullapool, jest jednak już późno i rezygnujemy ze zwiedzenia miasteczka. Chcemy dotrzeć nad Loch Long, by tam znaleźć biwak na dziko i nazajutrz ruszyć do Falls of Glomach.
Gdy docieramy nad Loch Long okazuje się, że na miejsce o biwak niełatwo. Wreszcie około 21.00 udaje nam się znaleźć skrawek niezbyt równego terenu, na którym mieści się namiot i samochód. Jest dużo słynnych szkockich midges, a wieczorem do naszego namiotu zaglądają wracające z pastwiska kosmate krowy.
Dzień 11 - 9 lipca 2003 - środa
Rano szybko zwijamy sie wśród kąsających midges i podjeżdżamy na parking - punkt startowy trasy na Falls of Glomach. O 10.30 startujemy na szlak. Wiedzie on zamkniętą dla ruchu drogą, początkowo wśród wielkich rododendronów, potem traktem przez Glen Elchaig.
Widoki piękne, pogoda również, choć droga nieco jednostajna. Liczne owce i kosmate krowy. Po okolo 2 godzinach marszu szlak odbija od drogi i staje się znacznie ciekawszy.
Po kolejnych 2 godzinach docieramy do szczytu wodospadów. Podziwiamy widoki i około 15.00 ruszamy w drogę powrotną. Kilka minut po 18.00 jesteśmy przy samochodzie.
Przejeżdżamy mostem (opłata 5,70GBP) na Isle of Skye. W Portree znajdujemy przyjemny kemping (8GBP/noc za 4 osoby, samochod i namiot). Pogoda juz się zmieniła - rozbijamy namiot w mżawce.
Dzień 12 - 10 lipca 2003 - czwartek
Od rana pada i jest wietrznie - leniuchujemy dłużej w śpiworach, potem śniadanko i zbieramy się na wycieczkę.
Jedziemy półwyspem Trotternisch w kierunku Staffin. Z samochodu wypatrujemy szczytu Old Man of Storr - widać, ale wierzcholek jest w chmurach.
Zatrzymujemy się na punkcie widokowym Kilt Rock, podziwiamy klify i obserwujemy wydrę baraszkującą w wodzie u ich podnóża.
Wąską drogą łączącą Staffin z Uig podjeżdżamy stromy odcinek do niewielkiego parkingu. Stąd około 13.00 ruszamy na Quiraing. Szlak jest początkowo - jak na Szkocję - uczęszczany, za formacjami skalnymi Prison i Needle jednak pustoszeje.
Deszcz ustaje, świeci słońce, a widoki są piękne. Na podejściu na Quiraing jesteśmy już zupełnie sami.
Ze szczytu widoki - jakich mało: góry, z obu stron morze - zapierają dech! Znajdujemy zejście drugim zboczem, tak żeby nie wracać tą samą drogą. Wracamy do samochodu - cała trasa zajęła nam nieco ponad 3 godziny.
Do Portree jedziemy drugą stroną półwyspu - przez Uig. Gdy jesteśmy już na kempingu znowu deszczyk i silny wiatr.
Dzień 13 - 11 lipca 2003 - piątek
Po bardzo wietrznej nocy wstajemy nieco po 8.00 i zbieramy się do dalszej drogi. O 11.00 opuszczamy kemping. Mostem (ponownie opłata 5,70GBP) wracamy z Isle of Skye na stały ląd (jeśli można tak powiedzieć o wyspiarskiej bądź co bądź Wielkiej Brytanii), kierując się do Fort William.
Za Dornie zatrzymujemy się przy Eilean Donan Castle, oglądamy i ruszamy dalej. Podziwiamy z samochodu zachmurzone nieco pasmo Five Sisters w Glen Shiel, jedziemy wzdłuż Loch Cluanie, potem Loch Garry, przecinamy kanał Kaledoński i jedziemy wzdłuż Loch Lochy.
Zatrzymujemy się na chwilę przy pomniku żołnierzy - Commando Memorial. Były to oddziały utworzone na polecenie Churchilla i od nich właśnie pochodzi nazwa "komandos".
Do Fort William docieramy około 15.00 i zwiedzamy miasteczko. Jest typowo turystyczne - deptak, sklepy z pamiątkami i artykułami dla turystów. Potem jedziemy na kemping w Glen Nevis.
Dzień 14 - 12 lipca 2003 - sobota
Dziś w planach wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii - Ben Nevis. O 10.00 ruszamy z kempingu. Pogoda całkiem niezła - nie pada, choć jest pochmurno.
Szlak prowadzi wyraźną ścieżką. W pewnym momencie ścieżka rozwidla się, wybieramy jedną z odnóg - okazuje się, że jest to skrót, nieco bardziej stromy od głównego traktu i piarżysty.
Po pewnym czasie dochodzimy nim - już w chmurach - do głównego szlaku.
Ben Nevis to chyba jedyna góra w Szkocji, na którą wchodzi się w tłumie. Wyżej jednak bractwo trochę się rozpierzcha i nie ma już takiego tłoku.
O 14.00 jesteśmy na szczycie - jego wysokość (1.344m npm) nie jest może specjalnie imponująca, ale należy pamiętać, że wędrówkę zaczyna się niemal z poziomu morza.
Na szczycie przydają się czapki i rękawiczki - jest zimno, mży i niestety widoków brak - jesteśmy w chmurach.
Po półgodzinnym popasie ruszamy w dół. Gdy szlak dochodzi na wysokość jeziorka - odbijamy w jego odnogę w prawo.
Wiedzie tędy szlak do podnóży północnej - skalistej i stromej - ściany Ben Nevisa. Idziemy tym szlakiem godzinę, podziwiamy imponującą skalną ścianę - pogoda się poprawiła i widok jest wspaniały.
Później wracamy do szlaku wiodącego z Ben Nevisa i już cały czas w dół zmierzamy do doliny. Na kempingu jesteśmy o 19.30.
Dzień 15 - 13 lipca 2003 - niedziela
O 11.00 opuszczamy kemping w Glen Nevis. Jedziemy najpierw zrobić zakupy do Fort William, niepomni że dziś niedziela.
Większość sklepów jest zamknięta, jednak w Tesco udaje się kupić podstawowe artykuły.
Potem - wzdłuż Loch Linnhe ruszamy do Glencoe. Tam parkujemy tuż przed mostkiem nad potokiem o tej samej nazwie i ruszamy na szczyt Pap of Glencoe czyli Sgurr na Ciche.
Mamy piękną pogodę - jest słonecznie i ciepło. Mamy też w miarę dokładny opis trasy i mapkę z internetu.
I idziemy jak ostatnie trąby - skręcamy przedwcześnie z asfaltowej dróżki wiodącej w górę doliny, dochodzimy do podmokłego lasu, przedzieramy się przez niego i docieramy do porosłego wrzosami i trawą zbocza, bez śladu ścieżki.
Dalej idziemy na azymut w kierunku szczytu - przodem Krzysztof, ciskający raz po raz po nosem gniewne pomruki, potem długo nikt, potem reszta ekipy - ja, a następnie dziewczyny zniechęcone do wędrówki licznie obsiadającymi kleszczami (Kasia)
oraz obawą przed nadepnięciem na żmiję (Marta).
Na przełączce pod szczytem robimy odpoczynek i wszyscy nabierają sił. Partia szczytowa - kamienisto-piarżysta - idzie nam już lepiej, choć nadal bez ścieżki.
Po około 3 godzinach wędrówki stajemy na szczycie. Wspaniałe widoki rekompensują trudy podejścia!
Schodzimy - tym razem już ścieżką, choć chyba i tak nie tą właściwą - miejscami paprocie wyższe są od nas. Dochodzimy do samochodu i ruszamy w stronę Oban. Po drodze podziwiamy jeszcze zamek Stylker na wyspie - jeden z częściej pokazywanych w folderach o Szkocji.
Docieramy do Oban - zatrzymujemy się przy porcie, robimy krótki spacer i rozeznanie ofert wycieczek na wyspy.
W biurze Turus Mara kupujemy bilety na jutro na wycieczkę na wyspę Staffa oraz Treshnish Isles (na wyspę Lunga) za 99GBP za naszą czwórkę.
Potem ruszamy na kemping w kierunku Gallanach, oddalony od Oban około 4 kilometry. Na miejscu jesteśmy okolo 21.00. Midges atakują!
Dzień 16 - 14 lipca 2003 - poniedziałek
Dziś wczesna pobudka - wstajemy kwadrans przed 7.00. Zbieramy się i o 8.30 wyruszamy z kempingu. Parkujemy w bocznej uliczce niedaleko portu. Przed 10.00 rozpoczyna się zaokrętowanie - punktualnie o 10.00 prom rusza w kierunku wyspy Mull.
W pewnym momencie z pokładu Krzysztof i Marta zauważają delfiny. Po około 45 minutach dobijamy do Craignore na Mull. Tam przesiadamy sie do oczekującego na nas busa i po kolejnych 45 minutach docieramy nad Loch na Keal.
Tu czeka na nas niewielki stateczek, zabierający łącznie około 30 turystów. Rejs do wyspy Staffa trwa około godziny, oprócz naszej dopływa tu także sporo innych łodzi.
Już ze statku widać formacje skalnych graniastosłupów, z których zbudowana jest wyspa. Dochodzimy do Fingal Cave i wchodzimy do środka - rzeczywiście natura uformowała twór niezwykły!
Potem idziemy w przeciwnym kierunku i rozglądamy się za maskonurami (puffins). Te urocze ptaki widnieją na wszystkich folderach reklamujących uroki Szkocji, a nam do tej pory nie udało się ich spotkać... Nie ma ich także tutaj.
Po godzinie spędzonej na lądzie - zbiórka na łodzi. Płyniemy kolejną godzinę na wyspę Lunga w archipelagu Treshnish Isles. Wyspy te są niezamieszkałe - podobnie jak wyspa Staffa.

Tutaj dopływa już jedynie nasza łódź, na zwiedzenie wyspy mamy 2 godziny. Ruszamy pod górkę wzdłuż wybrzeża i już po kilkudziesięciu metrach jesteśmy zauroczeni - dostrzegamy prześliczne puffin'y. Oczywiście aparaty idą w ruch - pstrykamy fotkę za fotką.
Gdy idziemy w głąb wyspy nasz zachwyt narasta - puffin'y, czarne kormorany, oyster catchers, mewy, zające - wszystko na wyciągnięcie ręki. Dochodzimy do skały zamieszkanej przez całą kolonię morskiego ptactwa. Czujemy się tak, jakbyśmy nagle znaleźli się w jakimś filmie przyrodniczym.
O 16.40 - zbiórka przy łodzi, choć mozna by tu spędzić cały dzień. Płyniemy prosto do miejsca skąd wyruszyliśmy, tym razem mijając wyspę Ulva z drugiej strony. Dostrzegamy harcujące w morzu foki.
Potem znowu busem i prom Craignure - Oban. Do Oban docieramy przed 20.00.
Dzień 17 - 15 lipca 2003 - wtorek
Dziś ciepły i słoneczny dzień miejski - postanawiamy spędzić go w Oban. Zaczynamy od destylarni whisky (wstęp 4GBP/osobę dorosłą, w tym poczęstunek; dzieci gratis).
Najpierw zwiedzamy ekspozycję poświęconą tej powstałej w 1794 roku destylarni, potem następuje zwiedzanie w grupie ok. 12 osób z przewodniczką. Trwa około 40 minut i zakończone jest poczęstunkiem 14-letnią whisky z tejże destylarni. Jest wyborna.
Potem ruszamy w miasteczko - wchodzimy na wzgórze do górującej nad miastem McCaig's Tower, przypominającej kształtem Kolosseum. Potem jeszcze drobne zakupy, wracamy na kemping i oddajemy sie słodkiemu lenistwu.
Dzień 18 - 16 lipca 2003 - środa
O 10.00 opuszczamy kemping Oban Caravan&Camping Park (11GBP/noc za 4 osoby, namiot i samochód). Drogą przez Pass of Brandt zmierzamy wśród ładnych górzystych krajobrazów w kierunku Crianlarich, a potem ku Glasgow.
Droga wiedzie wzdłuż zachodniego brzegu Loch Lomond. W Invernglas jest miejsce piknikowe z ławkami, budynkiem informacji turystycznej, toaletami i pomostem nad jeziorem. Jako, że pogoda - podobnie jak wczoraj - upalna, postanawiamy się wykąpać.
Kąpiel jest świetna i orzeźwiająca, w czym nie ma nic dziwnego, biorąc pod uwagę temperaturę wody w "lochu". Po 13.00 ruszamy dalej. Omijamy Glasgow i dojeżdżamy do miejscowości Haltwhistle. Potem poszukujemy kempingu Hadrian's Wall Camping, który mieści się poza miastem, w Melkride Village.
Kemping jest niewielki, a obsługa sympatyczna. Cena wynosi 9GBP/noc za naszą czwórkę, samochód i namiot.
Ruszamy jeszcze obejrzeć Mur Hadriana - pozostałości budowli postawionej przez Rzymian w 122r. ne., sięgającej niegdyś od zachodniego do wschodniego wybrzeża.
Dzień 19 - 17 lipca 2003 - czwartek
Dziś od rana zbieramy się bez pośpiechu - prom mamy o 17.30 z Newcastle, a więc do przejechania jakieś 70-80 kilometrów. Po 12.00 wyruszamy, podążając w kierunku Newcastle w iście angielskiej mgle.
Dojeżdżamy do celu i kierujemy się w stronę terminalu promowego. Po drodze robimy jeszcze w Tesco zakupy spożywcze na drogę. Przed 15.00 jesteśmy w terminalu - paszporty, klucze do kuszetek i ustawiamy się w stosownej kolejce. Wypływamy o 17.40.
Dzień 20 - 18 lipca 2003 - piątek
O 9.30 dopływamy do Ijmuiden. Wyokrętowanie, tankowanie paliwa i ruszamy w kierunku Amsterdamu. Objeżdżamy miasto obwodnicą i kierujemy się na Utrecht, a potem na Hertogenbosch.
Tu wjeżdżamy do centrum, parkujmy, a potem zwiedzamy śródmieście - rynek, katedrę Św. Jana Ewangelisty z pięknymi organami i wąskie uliczki z domkami nad kanałami.
Później ruszamy do niewielkiej miejscowości Meijel, aby odwiedzić naszych dawno niewidzianych holenderskich znajomych. Już przed wyjazdem z Polski umówiliśmy się na to spotkanie.
Docieramy na miejsce po 16.00. Popołudnie i wieczór mijają na sympatycznych pogaduchach.
Dzień 21 - 19 lipca 2003 - sobota
Spędzamy miły dzień w towarzystwie naszych znajomych. Oczywiście skoro jesteśmy w Holandii nie może obyć się bez rowerowej wycieczki!
Dzień 22 - 20 lipca 2003 - niedziela
Czas mija nieubłaganie - żegnamy naszych gościnnych gospodarzy i ruszamy w drogę powrotną.
Wieczorem docieramy do domu. Home, sweet home...
Ale wkrótce pewnie i tak zaczniemy myśleć o kolejnej podróży...